Pewnego długiego dnia
- Heart, Hear Art!
- 1 gru 2025
- 3 minut(y) czytania
reżyseria: Luke Perceval, teatr: Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

Każdy widz powinien choć raz w swoim teatralnym życiu tego doświadczyć. Tego, czyli stanu, w którym cały świat przestaje istnieć i liczy się tylko to, co widzimy na scenie. Nawet więcej - sytuacji, w której spektakl chwyta nas i wciąga do swojego wnętrza, przez co czujemy się jego integralną częścią, a nie wyłącznie biernym obserwatorem widowiska rozgrywającego się przed nami.
Pewnego długiego dnia to sztuka wystawiana na deskach Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej już od ponad dwóch lat. Pomimo, że od jej premiery minęło nieco czasu, nadal przyciąga rzesze odbiorców (zarówno tych, którzy już widzieli ten spektakl, jak i takich, którzy wcześniej nie oglądali przedstawienia) i pozostawia widownię w osłupieniu.
Spektakl Luke'a Percevala opiera się na dramacie Eugene'a O'Neilla o tym samym tytule. Z pozoru otrzymujemy dosyć prostą historię. Poznajemy bowiem rodzinę, która oczywiście, jak każda inna boryka się z pewnymi problemami, ale poza tym wydaje się być szczęśliwa i kochająca.
Scena otwierająca przedstawienie jest wręcz sielankowa. Na fotelu siedzą wtuleni w siebie oraz roześmiani Mary (Małgorzata Zawadzka) i James Tyrone (Roman Garncarczyk). Małżeństwo żartuje oraz wspomina dawne czasy i chociaż dość szybko dowiadujemy się o chorobie ich syna oraz problemach ze zdrowiem samej Mary, dopiero po czasie orientujemy się, że sprawa jest znacznie poważniejsza...
Małżeństwo straciło dziecko. Mary jest uzależniona od Morfiny, a James od alkoholu. Jamie, ich starszy syn, (Łukasz Stawarczyk) czuje się kompletnie zagubiony i nierozumiany, natomiast Edmund (Mikołaj Kubacki) jest śmiertelnie chory.
Im dłużej oglądamy spektakl, tym więcej problemów tutaj dostrzegamy. Razem z służącą o imieniu Cathleen (Paulina Kondrak) cicho i ostrożnie śledzimy losy rodziny Tyrone'ów, poznając niełatwą przeszłość Jamesa czy poznając prawdę na temat uczuć Mary do Edmunda.
Choć już w pierwszym akcie zaczyna być duszno, w drugim naprawdę brakuje powietrza... Porusza zakrapiana alkoholem scena rozmowy najmłodszego syna z ojcem i poruszają opowieści o przeszłości snute przez zawieszoną gdzieś pomiędzy światem wyobrażonym a realnym Mary. Najmocniej uderzyły we mnie jednak ta, w której Jamie wygłasza wstrząsający monolog dotyczący swojej relacji z bratem oraz scena zapowiadana jako "szaleństwo Ofelii" i kończąca całe przedstawienie.
Pozwolę sobie jednak skupić się na tej ostatniej, ponieważ nadal nie mogę nadziwić się temu, jak doskonale zwieńczyła ona sztukę.
Przez niemal cały spektakl mieliśmy okazję dostrzegać rozmaite objawy obłędu u Mary. Wszystkie, niekiedy naprawdę bardzo intensywne, epizody chorobowe zostały po mistrzowsku odegrane Małgorzatę Zawadzką, która za swoją rolę, w pełni zasłużenie, otrzymała wiele nagród. Mając w pamięci to, jak wyglądały momenty krytyczne, po końcówce mogliśmy również spodziewać się czegoś dobitnego i głośnego. Dostaliśmy tymczasem scenę, która utwierdziła nas w przekonaniu, że mniej znaczy więcej.
Otrzymujemy wyłącznie jedną klatkę wcześniej wspominanego "Szaleństwa Ofelii", tylko jeden kadr. Mam jednak poczucie, że nie można było wymyślić bardziej dobitnego zakończenia niż właśnie to...
Spektakl Percevala jest minimalistyczny. Jeżeli chodzi o scenografię, cała historia prezentowana nam jest na tle białego ekranu. To na pierwszy rzut oka chyba najprostsze możliwe rozwiązanie, ale według mnie doskonale uwydatnia wszystko to, na co widz powinien zwrócić uwagę.
Jasne tło oraz fotel stanowią cały wystrój przestrzeni domowej, w której rzekomo rozgrywa się sztuka. Jak już pewnie sami się domyślacie, wiele mówi to o kondycji rodziny Tyrone'ów i powtarza znaną doskonale nam wszystkim prawdę o tym, że pozory mylą.
Jestem przekonana, że Pewnego długiego dnia nie spodoba się wszystkim. To chyba w ogóle nie jest spektakl, który może się podobać... To sztuka, która po prostu chwyta za serce, wbija się w nie pazurami i rozrywa je na strzępy. Jeśli okaże się, że należycie do tych osób, które nie odbiją się od przedstawienia, gwarantuję, że po jego zakończeniu ciężko będzie wam cokolwiek powiedzieć i wrócić do codzienności.
Źle czuję się, oceniając tę sztukę, ale ponieważ zawsze przyznaję oglądanym przeze mnie spektaklom punkty, zrobię to również tym razem. Pewnego długiego dnia otrzymuje ode mnie ocenę 9,5. Był to jeden z najlepszych spektakli, jakie miałam okazję obejrzeć



Komentarze