Pragmatyści
- Heart, Hear Art!
- 23 kwi 2025
- 4 minut(y) czytania
reżyseria: Željko Djukic, teatr: Teatr - Cricoteka

Jakiś czas temu miałam okazję obejrzeć w Cricotece spektakl przygotowany przez grupę Trap Door Theatre z Chicago. Było to dla mnie naprawdę ciekawe pod wieloma względami przeżycie, ale po kolei!
Przedstawienie wyreżyserowane przez Željko'a Djukica nie powstałoby, gdyby Witkacy nie stworzył Pragmatystów, czyli pierwszej sztuki teatralnej podlegającej regułom Teorii Czystej Formy. Pozwólcie, że po krótce przypomnę teraz jej podstawowe założenia - zerwanie z realizmem, logiką, chronologią, etyką oraz polityką (ale wszyscy wiemy, jak w rzeczywistości to wyglądało).
Pragmatystów wystawił Witkacy w 1921 roku i... Spotkał się z, delikatnie rzecz ujmując, dość negatywnym odbiorem. Wytykano mu, że nie ma za grosz talentu, że profanuje sztukę, a jego przedstawienie jest jednym wielkim splotem głupstw. Resumując, nie szczędzono mu słów krytyki.
Znalazła się natomiast osoba, która doceniła dzieło Witkacego, a był nią Witold Wandurski, czyli dramaturg, poeta, publicysta, reżyser, działacz polityczny i kulturalno-oświatowy. Mężczyzna uznał Pragmatystów za dzieło przełomowe, które symbolicznie zakończyło erę teatru skupiającego się na psychologii, naturalizmie oraz literackości. Interesujący jest również fakt, że o ile w Polsce sztukę grano rzadko i ogólnie nie cieszyła się ona zbytnim zainteresowaniem, o tyle za granicą sytuacja miała się zupełnie inaczej. Spektakl był wystawiany często, a w 1921 roku doczekał się tłumaczenia na język francuski. Jak widać, również dziś Pragmatyści nadal fascynują oraz inspirują do pracy, czego najlepszym przykładem jest właśnie przedstawienie, które udało mi się niedawno obejrzeć.
Zanim przejdę do spektaklu, chciałabym po krótce przybliżyć Wam jeszcze działalność grupy Trap Door Theatre. Jej członkowie definitywnie są osobami, które nie boją się wyzwań. Często decydują się na wystawianie dzieł niszowych, sięgając zarówno po te stworzone w Europie, jak i Ameryce. Na co dzień występują w Chicago, ale mam nadzieję, że w przyszłości wrócą jeszcze do Polski, by więcej osób mogło zapoznać się z ich twórczością! Tym razem wystąpili w trzech miastach - w Krakowie, Warszawie oraz Zakopanem.
Teraz natomiast mogę już przedstawić Wam moje wrażenia związane z Pragmatystami w ich wykonaniu.
Po pierwsze - bardzo doceniam fakt, że sztuka nie rozpoczęła się w konkretnym punkcie, jak gdyby był to ograniczony z dwóch stron odcinek. Kiedy zostaliśmy wpuszczeni na widownię, aktorzy już byli na scenie. Członkowie grupy Trap Door Theatre lawirowali po parkiecie, pojawiając się, a zaraz potem znikając, by następnie znów powrócić. Dzięki takiemu zabiegowi odbiorcy mogli wprawić się w odpowiedni nastrój i lepiej przygotować do sztuki. Bardzo lubię tego rodzaju rozwiązania.
Czymś, o czym definitywnie należy wspomnieć, jest język spektaklu. Przedstawienie było wystawiane po angielsku. Pierwszy raz miałam okazję oglądać sztukę w języku innym niż polski, co było dla mnie interesującym doświadczeniem. Nie potrzebowałam korzystać z oferowanych napisów, ale w pewnym momencie z czystej ciekawości spojrzałam na ekran z tekstem. Kwestia stricte techniczna, natomiast zauważyłam, że podpisy zupełnie nie nadążają za treścią spektaklu...
Pomijając jednak ten drobny szczegół, sztuka była dobra. Wzrok przykuwały charakteryzacja oraz kostiumy, zwłaszcza stroje Żandarmów, w których wcielali się Caleb Jenkins i Hannah Silverman, ale najbardziej zachwycała gra aktorska. Trudno jest mi wskazać osobę, która szczególnie mi zaimponowała, ponieważ wszyscy okazali się naprawdę utalentowani.
Niełatwo jest mówić o twórczości Witkacego. Jego dzieła nie dają objąć się w ramy oraz jednoznacznie określić i tak samo sytuacja wygląda w przypadku Pragmatystów.
Gdybym miała jednak spróbować streścić tę historię... W największym skrócie - poznajemy losy Plasfodora (Kevin Webb), czyli wypalonego intelektualisty, mężczyzny na skraju załamania. To postać, która nie może porozumieć się ze światem, odnaleźć sensu, pojąć swojej roli w tej dziwacznej rzeczywistości. W dodatku nie wychodzi mu nawet w miłości, ponieważ jego wybranka, Mamalia (Venice Averyheart) jest niema i niezbyt inteligentna. Z marazmu usiłuje wybudzić Plasfodora Von Telek (Keith Surney), czyli jego całkowite przeciwieństwo, bohater pełen wigoru i entuzjazmu, który przyprowadza do mężczyzny Mumię (Manuela Rentera). Ta zaś otwiera drzwi do przeszłości Plasfodora...
Później dzieją się rzeczy niezwykłe, robi się surrealistycznie. Nie wiadomo bowiem właściwie kto, o ile w ogóle ktoś, jest tutaj prawdziwy. Von Telek? Ale czy na pewno, skoro widzą go tylko sami będący bohaterami nierealnymi żandarmi?
Na koniec kilka słów o kreacji Davida Lovejoya, wcielającego się w Rebisa. Rebis to postać uzupełniająca moim zdaniem cały spektakl. Lovejoy gra bowiem uroczą służącą, która definitywnie wprowadza do sztuki kolory i momenty efemeryczności. Pojawia się a to z kakao na srebrnej tacy, a to w jakieś innej błahej sprawie...
Zwróciłam również uwagę na bardzo dobry dźwięk (tutaj sporą rolę mogły też jednak odegrać niewielkie rozmiary sali). Modulacja głosu bohaterów wyszła naprawdę ciekawie i tylko kilka razy w prawie niezauważalnym (czy raczej niesłyszalnym) stopniu efekt ten zawiódł.
Było interesująco i profesjonalnie, ale czy Pragmatyści mnie zachwycili? Nie...
Zdecydowanie nie była to najlepsza sztuka, jaką miałam okazję obejrzeć.
Przedstawienie, choć formalnie dobre, a aktorzy utalentowani, nie wzbudziło we mnie szczególnie dużych emocji.
Początkowo bardzo mnie to dziwiło, ponieważ od dawna nie mogłam doczekać się momentu, w którym w końcu będę miała okazję obejrzeć w końcu w teatrze którąś ze sztuk Witkacego. Spodziewałam się silnych, skrajnych wręcz uczuć, a tymczasem moje wrażenia były przeciętne...
Po czasie pomyślałam, że może tak jednak powinno być, bo w końcu to dzieło Witkacego! Spektakl podporządkowany teorii Czystej Formy! Może to ja jestem za bardzo przywiązana do tego, co na ogół pokazuje się nam w teatrze, i dlatego niezbyt entuzjastycznie reaguję na odmianę. Może jestem podobna do wszystkich tych osób, które w chwili, gdy Witkacy przedstawiła Pragmatystów, krytykowały go i nazywały beztalenciem.
Zaprzestałam jednak tak silnej samokrytyki w momencie, w którym uświadomiłam sobie, że przecież lubię twórczość Witkacego. Podobali mi się Szewcy (chociaż nasze pierwsze spotkanie też nie było wcale tak wspaniałym doświadczeniem) i zafascynowało mnie przeczytanie niedawno Pożegnanie jesieni. W przyszłości mam natomiast zamiar sięgnąć na pewno po 622 upadki Bunga, Nienasycenie oraz wiele innych utworów Witkacego, bo mimo że tak dziwaczne, mają w sobie coś, co mnie pociąga!
Ciekawi mnie również biografia artysty, choć za pewne zachowania nienawidzę go chyba równie mocno, co go uwielbiam...
Ale cóż, taki właśnie jest Witkacy - niejednoznaczny, nieuchwytny...
Trudno jest mi ocenić spektakl Pragmatyści, ale ponieważ stało się to już tradycją, zrobię to również dziś. Przyznaję sztuce 6 na 10 punktów, dodając do tej liczby jednak obszerną adnotację w postaci słów, które mogliście przeczytać wyżej!



link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link link